Przez chwilę miałem moment zawahania i stwierdziłem, że znowu mi się nie chce, że znowu to pierdolę i niepotrzebnie wracałem. Od czasu Dennisa Smitha Juniora Nitro nie napisałem nic na Hoopsach Hetmana (jak to kurwa dumnie brzmi) z kilku powodów. A bo sezon ogórkowy, a bo dzieci, a bo czas, a bo praca, a bo… no właśnie.

Mój ojciec przez całe życie powtarza mi, że jak coś zacznę, to muszę to zrobić do końca i najlepiej, że jak mam coś robić, to mam to robić po prostu dobrze. Tak, żebym to ja był z siebie zadowolony i mógł patrzeć z dumą w lustro. Moja żona do niedawna mówiła mi, że jak zaczynam coś konkretnego/fajnego/obiecującego to zazwyczaj tego nie kończę. Tak  – zabolało, tak – miała rację. Bo jak mawiał świętej pamięci kumpel z osiedla – „jeżeli coś jest za trudne, to Ty jesteś za słaby”. Niekoniecznie tyczy się to wszystkich aspektów życia, ale faktycznie – jak coś zacząłem, to trzeba to skończyć lub ciągnąć. Stąd większe plany na robienie czegoś więcej tutaj, żeby kilka rzeczy w tygodniu składało się na coś, z czego będę zadowolony i będę mógł patrzeć… w lustro, z podniesionym czołem.

Rusza kolejny, obecnie mój dziesiąty (dekada!), pełny sezon NCAA, a wraz z nim przymiarki do Draftu 2018, który przynajmniej w opcji loterii zapowiada się całkiem, całkiem. Rzeczy będą się działy, rzeczy będą robione z mojej strony, ale jeszcze nie do końca sprecyzowałem sobie jak to będzie dokładnie wyglądać. Chciałem uniknąć robienia czegoś cyklicznie, bo zazwyczaj takie rzeczy przy braku energii lub w pośpiechu robi się na odpierdol. Nie cierpię tego, więc takie było założenie Hoopsów – rób wtedy, kiedy naprawdę będziesz miał na to ochotę, swag, feeling, natchnienie. Złap chwilę, którą zapamiętasz co najmniej do końca przyszłego tygodnia, pisz z lekkością, tak jakbyś za te kliki na klawiaturze mógł poświęcić coś więcej niż tylko piątkowy melanż. Oddaj cząstkę siebie, miej z tego po prostu frajdę.

Co, kiedy, po co, jak długo – o tym kiedy indziej. Dzisiaj wychodzę do Was z nowym sezonem akademickim, ludźmi na Draft 2018, gorącymi teamami, rzeczami, które warto oglądać. Chcę coś sobie udowodnić w tym sezonie, ale nie składam wielkich obietnic. Chcę po prostu tutaj być.

Jadziem kierowniku…

fot. Brian Spurlock – USA TODAY Sports

DRAFT 2018 – THE GRACZE

Wybiłem sobie dawno z głowy tworzenie Mocków, szkoda na nie czasu, a do niedawna na Top 3 ludzi, którzy robili USA przy Drafcie, składała się tytaniczna dwójka z Draft Express (Givony/Schmitz) oraz Chad Ford z ESPN. Panowie niestety nie tyle co zamienili się miejscami, ale Givony i Schmitz poszli za Wojnarowskim do ESPN, którzy zwolnili Chada Forda. Więc na dzisiaj – nie ma sensu chyba na siłę szukać innych tabel niż te, które tworzy obecny draftowy duet z ESPN.

Dlatego warto przyjrzeć się ludziom z ich loterii, pomijając Lukę Doncica, który w NCAA nie gra, ale jest u nich na pierwszym miejscu w Top 100. Wichura nadchodzi…

Na uniwerkach, jak co roku, rządzą sisiumajtki – czyli freshmani, kreowani na super atletów i gorące prospekty, ale Ambasador Citrona nie zapomina o starych znajomych. Kończąc ten akapit utwierdzam się tylko w tym, że niektórzy ludzie mogliby grać dla mnie w NCAA po 10 lat. Jak żyć bez Douga McDermotta?

MICHAEL PORTER JR. (Missouri, PF) – to niesamowite jak delikatny wałek i zwolnienie Lorenzo Romara z Washington Huskies otworzyły drogę Cuonzo Martinowi. Nowy Head Coach Missouri ściągnął Portera (także jego brata Jontaya oraz ojca na ławkę w roli asystenta) w rodzinne strony, gdy ten był już jedną nogą w Washington. Mamy tylko próbki z highlightów, na które jak zawsze wykładam laskę Rydzyka (znowu pancze!). Widziałem trzy pełne mecze Portera Jr. – trzy w zasadzie o nic, bo nie można brać na poważnie spotkań Nike Hoop Summit, McDonald’s All-American i Jordan Brand Classic. Mnie najbardziej interesuje to, w jaką stronę pójdzie Porter pod twardą i momentami niepewną ręką Martina, który nie wycisnął nic z Jaylena Browna w Californii, z kolei Ivana Rabba nie próbował ukierunkować na ścieżkę nowoczesnego strech-4. Porter Jr. już teraz porównywany jest do Blake’a Griffina z lepszym kozłem, jakimś tam jump-shotem, który nie wygląda aż tak dobrze jak piszą niektórzy ludzie z okolic Missouri. Z pewnością pomógł mu ostatni sezon w Natan Hale u Brandona Roya, ale poczekajmy do meczów wewnątrz SEC. Zobaczymy jaką dostaniemy próbkę, szczególnie w okolicach lutego. Pod kątem NBA Porter musi zdecydować kim chce być, przy obecnych umiejętnościach niekoniecznie będzie balansował na obu skrzydłach. Chociaż… w dzisiejszej NBA…

MARVIN BAGLEY III (Duke, PF) – ponoć to najbardziej utalentowany prospekt jaki grał w Duke. Ponoć bardziej dominującym freshmanem był tylko Jahlil Okafor u Coacha K. Ponoć – no właśnie. Zobaczcie sparingi Duke, gdzie Bagley rzeczywiście momentami dominował, ale również miewał typowe problemy dominatora z high school, kiedy gubił się w defensywnych ustawieniach, niekoniecznie wyglądając wtedy jak Bóg Koszykówki. Z innej beczki – Michael Kidd-Gilchrist był najlepszym freshmanem jakiego widziałem na bronionej połówce. Wracając do Bagleya – pozytyw jest taki, że oprócz warunków i talentu ma również w sobie pokorę i ogromne chęci do nauki. Bierze się to m.in. z tego, że ojciec Bagleya trochę izolował go od wszelakich szumów i spekulacji, kiedy ten masakrował w ostatnim sezonie dla Sierra Canyon w Chatsworth, nieopodal Los Angeles. Podobnie jak w przypadku Portera – czekam na mecze w ACC.

DEANDRE AYTON (Arizona, C) – old schoolowy szyk Aytona oraz nieco mniej atletyczna budowa trochę mnie martwią, ale może niepotrzebnie, ponieważ mimo śledztwa FBi i afery nad Arizoną, Ayton już w sparingach dominuje w okolicach obręczy, robiąc te wszystkie rzeczy, które robił David Robinson dla Navy. Przy etyce pracy i oby zdrowych stawach (Ayton się wyżyłował, ale to nadal ok 112 kg do 216 cm wzrostu. Będzie mu brakować kilku kilogramów podczas Draftu, również rzutu, ale po to pójdzie do NBA. Kilka lat temu byłby drugim Gregiem Odenem (też wygląda z pyska staro), ale cipowaty small ball zjadający pozycję CENTRA stawia Aytona w świetle diamentu do obrobienia. Szkoda, ponieważ grając klasyczną piątkę jest w stanie zabijać pod obręczą. Byłem trochę podniecony (jak gimbus macający piersi po raz pierwszy, pancze potnij) faktem, że trafił do Arizony, ale czarne chmury nad Seanem Millerem sprawiają, że mam powoli mieszane uczucia co do Wildcats. Alert dla Aytona – 5 grudnia zagra przeciwko Robertowi Williamsowi z Texas A&M i będzie to dopiero pierwszy poważny sprawdzian dla 19-latka z Bahamów.

MOHAMED BAMBA (Texas, C) – i tutaj tworzy się mała historia, bo Bamba to mega inteligentny dzieciak, który już z wakacje w sparingach Longhorns zaczął pracować na pozycją stretch-5 u Shaki Smarta, który rekrutował go bardzo mocno. Bamba wybrał również Texas ze względów naukowych – jaki 19-latek będący gwiazdą koszykówki wybiera uniwerek ze względu na poziom nauki? Chryste, może jeszcze Wendell Carter z Duke. Bamba podobnie jak Ayton, będzie musiał dodać kilka kilo, na dzisiaj to jakieś 213 cm i niecałe 105 kg, mało. Ale – Panie Kolego, ale – Bamba już teraz zapowiada się jako najlepszy shot blocker tej klasy, będą ofensywnym assetem przy i od obręczy. To drugie będzie pewnie szlifowane, bardziej na poziomie zawodowym, ale warto, naprawdę warto oglądać Texas w tym sezonie.

MILES BRIDGES (Michigan State, SF/PF) – kandydat do gracza roku, być może przyszłościowy all-around player z przytupem w NBA, dzisiaj kolejny gość, który został na uczelni, aby dopracować niektóre mankamenty. Nie pamiętam kiedy nie lubiłem oglądać teamów Toma Izzo. Zawsze z każdego zespołu wyciskał to co najlepsze dla Spartans – okrutny hustle plus poukładaną ofensywę. Bridges tworząc najlepszy frontcourt ligi z Jarenem Jacksonem Jr. i Nickiem Wardem będzie tak okrutnie dobry do oglądania, że z pewnością nie kończę z nim w tym akapicie. W ubiegłym sezonie robił dla Izzo 21.1 PKT, 10,4 ZB, 2,6 AST, 1,9 BLK przy 46,6% FG i 38,9 3P% w PER-40. Dorzuć do tego DRtg na poziomie 96,8. Szczególnie w drugiej połowie minionych rozgrywek Bridges stał się unikalnym skrzydłowym w rotacji, który często grał off the ball, będąc człowiekiem od zasłon lub wyciągającym nieco większe czwórki wyżej. Jego decyzja o pozostaniu świadczy przede wszystkim o dojrzałości i profesjonalizmie, bo Bridges de fakto statystycznie wypadał plusowo na dystansie, ale były to głównie niekontestowane rzuty z rogów. Pracuj Miles, ja czekam, laptop płonie!

ROBERT WILLIAMS (Texas A&M, PF/C) – być może największy atleta wokół obręczy, z całej loterii. Williams dał się poznać jako świetny shot blocker i finisher (3,8 BLK, 55,8% FG PER-40 + monstrualny wingspan w opcji 223 cm przy wzroście na poziomie 206 cm), ale w dobie dzisiejszej NBA będzie musiał oczywiście dodać co? Pojebany rzut, zamiast zabijać ludzi w post-up, bo tak każe mu w listopadzie 2018 nowy trener, albo nowy GM. Nie to, że nic w tym kierunku się nie działo, ale ledwie 18 prób zza łuku, w tym dwie celne, to taki mały komunikat, że Williams podczas drugorocznej kampanii dla Aggies będzie chciał się stać graczem uniwersalnym. Patrząc już teraz na jego motor, na starcie z Aytonem 5 grudnia, na ewentualne starcia z Porterem i Mizzou oraz fizycznymi Kentucky w SEC, to wszystko zapowiada się bardzo intrygująco, że może warto się z tego powodu posikać.

COLLIN SEXTON (Alabama, PG) – serce zaczyna krwawić, Avery Johnson dostaje po dupie kontuzjami oraz wszelkiego rodzaju śledztwami prowadzonymi nad Alabamą. M.in. dlatego ten seksownie grający z piłką Collin Sexton ma z głowy nie wiadomo jak dużą część sezonu, dopóki NCAA nie dopuści go do gry. W zasadzie nie wiem co mam napisać. Ogromnie liczyłem na to, że będę oglądał Sextona na starcie sezonu, szczególnie w intrygująco-magicznej ofensywie, gdzie Sexton już teraz jest bardziej porywający niż Gilbert Arenas. Skauci jeszcze rekrutując go do NCAA robili z niego combo-guarda, bo gdzieś jego ukryta natura idzie być może w takim kierunku, ale w moich oczach Sexton to inteligentny energizer, który gubi pierwszą linię defensywy czytaniem gry oraz okrutnym pierwszym krokiem, szukając przy tym ścinających kolegów. No nic, musimy czekać.

JAREN JACKSON JR. (Michigan State, PF/C) – mający odziedziczony po tacie mind game, kumulujący w sobie ciężką pracę i zalążki młodego LaMarcusa Aldridge’a – wg Toma Izzo Jaren Jackson jest najlepszym freshmanem jaki przyszedł do Michigan State za jego czasów. To spory statement od jednego z najlepszych coachów w historii akademickiej giery. I faktycznie, długi Jackson ma delikatny touch, zbiera piłki, pracuje na nogach, czytając ruchy rywala szczególnie w pick and rollu. Givony ze Schmitzem widzą w nim drugiego Mylesa Turnera, co równie dobrze rokuje w porównywaniu go do LMA. Niesamowite, że trafił do Michigan State, gdzie z Bridgesem i Nickiem Wardem powinien zamiatać ludzi pod dywan. To twardy dzieciak, być może dla oka nieco smukły, ale dość fajna rama sprawia, że ciężko będzie się z nim grało w post up. Rzut w jego przypadku jest tylko kwestią czasu, bo… w zasadzie już jego zalążek jest, może nieco w old schoolowym, wysoko-lobowym stylu, ale hej – czekam jak na niedzielny obiad.

WENDELL CARTER JR. (Duke, PF/C) – Dobry Boże, jak dobrze. Jak dobrze… Znajdą się jeszcze podkoszowi z prawdziwego zdarzenia, a nie jakieś pizdy polaryzujące na obwodzie, robiący sobie selfie z Yorkiem, bojący dotknąć się kogoś w post up, bo przecież obrońca jest kurwa spocony. Carter oprócz IQ da Krzyzewskiemu ten ofensywny skill tyłem do kosza, który po części dawał Okafor. Nie do końca wiem jak Coach K pogodzi jego grę z Bagleyem, bo obaj potrzebują piłki (kto w Duke nie potrzebuje?!?), ale Carter już teraz w okolicach czterech metrów od kosza może grać w NCAA z każdym, dosłownie z każdym, dając szeroką ramę na 208 cm i 116 kg, przy zasięgu ramion na poziomie 220 cm. I martwi tylko ten hype na Bagleya, który de fakto będzie grał w Duke czwórkę, Carter piątkę. Był jedną nogą na Harvardzie, wsiada do jednego autobusu z Bambą, ludzie dookoła robią zdjęcia, nie proszą o autografy tylko o notatki z zajęć. Zawstydzona, lekko opalona okularnica, bardziej w opcji cichej myszki-sekretarrrrrrki podchodzi do Cartera i wrzuca mu karteczkę do kieszeni. Onieśmielony Carter otwiera i czyta – „pograłabym z Tobą w matematykę” – NBA czeka Wendell, nie daj się, dodaj rzut, zabijaj ludzi. Pieprzyć small ball.

W międzyczasie odzywa się do mnie Kacper, przesyła bit, nie wierzę, że siedzi. Nie wierzę, że po tak długim czasie znowu będę nagrywał. Z człowiekiem, który postawił graficznie/informatycznie Hoopsy Hetmana od podstaw. WRC-JLG – i tak mieliśmy się napić. Po przesłuchaniu kilkanaście razy bitu wychodzę żonie po buty – misja tych wszystkich pojebanych Facebookowych akcji/zrzutek mnóstwa typiar, które mają na tym punkcie pierdolca. Tylko, że moja żona to nie typiara i nie ma pierdolca. To moja żona i matka moich dzieci, więc jadę, odbieram buty z garażu, który jest cały wyjebany w tych kartonach z butami. Milion rodzajów. Wracam, znowu odpalam bit, napiłbym się Jim Beama, ale w notatkach mam Trevona Duvala i znowu robota musi wrzeć…

TREVON DUVAL (Duke, PG) – Atletyczny Duval to kolejny obiecujący prospekt ze świeżej klasy Coacha K, który na stare lata idzie mocno w one and dones. Chujowo, bo w życiu z tym nie kojarzyli mi się Duke, ale takie czasy. Duval już na jeden ze sparingów został zawieszony z powodu nadużycia zasad obowiązujących w zespole, cokolwiek miałoby to oznaczać. Wiemy, że K trzyma ludzi twardo, ale też potrafi słuchać i ukierunkować jak mało kto. I teraz kluczowe pytanie to takie, kim tak naprawdę może stać się Duval w NBA? Combo guardem? Podobnie fizyczną wersją Westbrooka? Obok Sextona to najbardziej atletyczny guard w klasie 2017, w zasadzie moje Top 3 na dzisiaj to właśnie Duval, potem Sexton i będący nieco poza radarem Jaylen Hands z UCLA, na którego trzeba będzie uważać. Martwię się o jedną rzecz – o to, że Duval i jego wnętrze mogą zostać delikatnie zahamowane przez system Duke, aczkolwiek idąc za znanym „tonący brzytwy się chwyta”, K zrobi wszystko, żeby wygrywać i w końcu ugrać coś w NCAA Tournament. Nawet gdyby to Duval miał rzucać po 30 punktów w meczu, na co oczywiście go stać. W sumie drugą rzeczą jest tylko jedna piłka w Duke, a ludzi chętnych i utalentowanych cała masa. Nie mniej jednak to Duval w rankowanej czołówce pochodzi z worka atletycznego playmakingu, czego obecnie szuka niemal każdy GM z NBA.

BRUCE BROWN (Miami, SG) – atletyczny combo guard i two way player, który dla Larranagi w Hurricanes robił w PER-40 solidne 14,9 PKT, 7,1 ZB, 4,0 AST i 1,9 PRZ, będąc przy tym okej defensorem (DRtg 97.6). Brown obok eksplozywnego Walkera będzie ciekawym, mierzącym 195 cm kreatorem, który również potrafi w opcji off the ball, a widzieliśmy to w ubiegłym sezonie wewnątrz ACC chociażby u Graysona Allena (Duke) i Donovana Mitchella (Louisville). Pod kątem NBA niektórych fanów teamów z późnej loterii może cieszyć fakt, że Brown dobrze zbiera, jest atletyczny i duży, czyta grę. Miami z nim i z Walkerem będą zajebiści do oglądania, szczególnie w match-upach z Duke.

LONNIE WALKER (Miami, SG) – czemu Larranaga  miałby grać dwoma atletycznymi guardami/mini-wingmanami, którzy robią podobne rzeczy na boisku? Bo w NCAA gra jest szybka, wymaga dobrego przygotowania fizycznego w mocnych Konferencjach, a mając w talii Walkera i Browna Hurricanes są kurewsko groźni na dystansie, dysponując w zasadzie Top 5 backcourtem ligi pod każdym względem. Trochę fałszywy, ale jednak. Małym alertem u latającego Walkera może być (ale nie musi) zerwanie łąkotki w prawym kolanie, które było operowane w lipcu. Mimo wszystko ponoć Walker jest gotowy na start sezonu, przypominając mi nieco dłuższego Markella Browna z legendarnych czasów Oklahomy State, pod względem atletycznym, ale z dużo większym upsidem talentu.

KEVIN KNOX (Kentucky, SF/PF) – wiążę z nim większe nadzieje niż z dietą i schudnięciem, ponieważ Knox to człowiek, który spokojnie w SEC może grać mano a mano z Porterem Jr. Jest długi, potrafi rzucać, imponuje atletyzmem, jest solidnym defensorem i o mały włos nie wylądował… w Missouri. Patrząc na kolejną zbombardowaną freshmanami (ale nie AŻ TAK utalentowaną) klasę w Kentucky, Knox może w wyniku różnych sytuacji błyszczeć w meczach o wysokie stawki, nawet jako go to guy.

Doszliśmy do 14-tu ludzi z czołówki, nie ma Doncica, który trzęsie Euroligą, kradnąc staty w każdym spotkaniu, ale hej! Każdy znajdzie coś dla siebie podczas tego sezonu, gwarantuję.

fot. Robert Franklin – AP Photo

KIELON ZA…

Za tych co są i mogą, za tych, którzy walczą, będąc nadzieją dla stealów w drugich rundach. Kielon za…

BONZIE COLSONA (Notre Dame, PF) – bo pokazał, że można przebyć długą drogę od śmiecia do kandydata POY. To story na osobny tekst, a Colson będzie polaryzował całe ACC. To inteligentny człowiek zamknięty w ciele Barkleya, świetny defensor, jeszcze lepszy gracz w post up, który – no właśnie – 20 lat temu poszedłby w Top 5 Draftu.

ETHANA HAPPA (Wisconsin, PF) – który może być kolejną nadzieją białych i w NBA zagrać dopiero po kilku sezonach w Europie. Happ być może jest najlepszym pod względem technicznym wysokim w lidze, ale nie ma rzutu, który wyniósłby go ponad legendę Kevina Love’a z UCLA.

ALONZO TRIERA (Arizona, SG) – za to, że być może nie złamie mi serca w tym sezonie i rozpierdoli ludzi na swojej drodze, idąc w stronę czołowego two waya w lidze.

GRAYSONA ALLENA (Duke, SG) – bez którego życie w NCAA byłoby dziwne. Za jego kozacki mind game i równocześnie dziwną psychikę, za podstawianie i niepodstawianie haków innym graczom. Za to, że być może odnajdzie spokój i ukierunkuje się tak jak powinien.

DEVONTE GRAHAMA / SVIETĘ MYKHAILIUKA (Arizona, PG / SG) – bo bez nich Bill Self nie ma enbijejowskiego systemu w NCAA.

JOELA BERRY’EGO II (North Carolina, PG) – żeby już nigdy nie złamał ręki po przypierdoleniu w drzwi, bo przegrał na konsoli.

JEVONA CARTERA (West Virginia, PG) – żeby nadal imponował wyglądem 50-latka, nagle kozackiego po obu stronach boiska. To Łysy Uncle Drew Uniwerków – w skrócie ŁUDU.

JALENA BRUNSONA / MIKALA BRIDGESA (Villanova, PG / SG/SF) – za to, że Villanova nadal będzie z nimi groźna i fun to watch.

ANGELA DELGADO (Seton Hall, PF/C) – bo jest czołowym wysokim tej ligi. Pewnie pokaże nam to niebawem.

TREVONA BLUIETTA (Xavier, SG/SF) – bo gdyby chciał, rzucałby po 30 w każdym meczu, nie patrząc na to z kim gra, kto go kryje i jaka jest stawka meczu. Cold as ice.

MALIKA NEWMANNA (transfer Kansas, SG) – za to, że może odnalazł ziemię obiecaną, bo przecież był przed karierą w NCAA mockowany nawet w Top 10, ale zginął w systemie Bena Howlanda w Mississippi State. Teraz zaczyna wszystko od nowa, prawdopodobnie w najlepszym dla siebie miejscu.

MOE WAGNERA (Michigan, PF) – za emocje z NCAA Tournament 2017 i za to, że będzie jeszcze lepszy w tym sezonie. Wojtek – Twoje zdrowie (znowu pancze!)

MARCUSA FOSTERA (Creighton, SG) – bo człowiek ma wrażenie, że Foster gra już w lidze z 20 lat. Podejrzewam, że będzie w 20-tce najlepszych scorerów tego sezonu. Nadal to ma.

AARONA HOLIDAYA (UCLA, PG/SG) – który razem z Handsem stworzy bardzo ciekawy backcourt Bruins, bez płakania za Ballem i Alfordem. Holiday wypracował sobie pozycję lidera ciężką pracą. Warto, bo skoro Yogi Ferrell gra w NBA…

CARSENA EDWARDA / VINCE’A EDWARDSA / ISAACA HAASA (Notre Dame, PG / SF/ C) – bo życie bez Biggiego nadal ma sens i Purdue nadal będzie w grze.

JOCKA LANDALE’A (Saint Mary’s, C) – bo to kolejny Australijczyk, który w Gaels robi progres z roku na rok, będą w topie centrów tego sezonu.

MIKE’A DAUMA (South Dakota State, PF) – za to, że nie brał jeńców dla Jackrabbits, momentami dominując w post up na milion sposobów, rzucając przy tym prawie 42% zza łuku.

Mógłbym wymieniać bez końca (no może lista miałaby koniec w setce) graczy, którzy mają ogromny wpływ na swoje ekipy, ale niekoniecznie są prospektami nawet na drugą rundę Draftu. Olewam to, obym tylko znalazł czas na oglądanie i na… picie.

fot. Mike Carter – USA TODAY Sports

KOSZYK EKIP DO OGLĄDANIA

W jednym z odcinków Pikli do Kawówki mniej więcej tłumaczyłem co warto oglądać w tym sezonie. Jedni oglądają zespoły dla gracza, inni dla systemu, jeszcze inni dla trenera. Ja oglądam z wielu powodów i zabrakłoby mi doby, żeby zobaczyć wszystko co chcę.

DUKE / ARIZONA / MICHIGAN STATE / KENTUCKY / MISSOURI / MIAMI

Znajdziesz tam sporo ciekawych ludzi do pierwszej rundy Draftu 2018. Szczególnie ciekawi mnie opcja w jaki sposób John Calipari ogarnie być może najmłodszy skład w swojej historii, który i tak pewnie będzie dużo lepszy w lutym niż w listopadzie/grudniu. Podobnie będzie w Duke, gdzie Coach K będzie miał prawdopodobnie najmłodszą piątkę w swojej karierze – czterech freshmanów i seniora.

KANSAS / NORTH CAROLINA / VILLANOVA / WICHITA STATE / FLORIDA

Starzy znajomi, zdecydowanie czołówka liga, ale nie mająca w sobie aż tak wysoko rankowanych ludzi w Mockach. Ja to oczywiście olewam, ponieważ to sama przyjemność oglądać te ekipy, szczególnie już w match-upach wewnątrz swoich konferencji. Kansas – grają systemem obecnej NBA, gdzie Billy Preston jest cichym sleeperem na draft 2018 i wygląda w sparingach przekozacko. UNC bronią (ale nie obronią) tytułu, zaczynając sezon bez Berry’ego. Villanova oprócz kozackiego backcourtu (Brunson, Bridges, DiVincenzo z ławki lub w piątce) ma nareszcie do dyspozycji Omariego Spellmana, utalentowanego centra, który pauzował w ubiegłym sezonie z powodów akademickich, więc teoretycznie nadal jest freshmanem, ale mądrzejszym pod względem koszykarskim. Wichita State i Florida – to teamy, które mogą sporo namieszać. Shockers dołączyli do mocniejszej Konferencji American, a przecież Gators o mały włos nie zagrali w Final Four.

USC / WEST VIRGINIA / CINCINNATI / NOTRE DAME / LOUSIVILLE / MINNESOTA / XAVIER / UCLA / TEXAS

Tutaj wszystko się może zdarzyć. Masa ciekawych, nowych i tych doświadczonych graczy (DIAMENT BAMBA), sprawdzone systemy, gwiazdy, ale nie na dużą skalę w NBA – szkoda. Ukryty prospekt w UCLA (Jaylen Hands) oraz LiAngelo Ball, który zginie na poziomie Division I. Louisville po skandalu bez Ricka Pitino, Minnesota z synem Ricka Pitino. Rzeczy już się dzieją.

RESZTA TOP 25-40

Czyli pozostałe ekipy wpadające i wypadające z Top 25. To zbyt duża liga, sporo konferencji, mnóstwo drużyn, które będą walczyć o wszystko. Hell yeah!

fot. Ben Margot – AP Photo

TOPY MNIEJSZYCH TOPÓW

Zapalmy…

DUKE VS MICHIGAN STATE / KANSAS VS KENTUCKY – już 14 listopada masakryczny doubleheader w Champions Classic. Masa prospektów, parkiet zalany talentem.

NOTRE DAME @ MICHIGAN STATE – 30 listopada, Bonzie Colson vs Miles Bridges, wow, czekam!

ALABAMA @ ARIZONA – po Mikołaju, 9 grudnia, chyba będę melanżował wtedy w Warszawie, ale… oby Collin Sexton vs Alonzo Trier.

UCLA VS KENTUCKY – klasyczna seria, 23 grudnia, oby było tak mocno jak w ubiegłym roku.

LOUISVILLE @ KENTUCKY – w Lexington 29 grudnia. To już nie będzie to samo bez Ricka Pitino, ale druga największa rywalizacja w historii akademickiego basketu zawsze spoko. Można już wtedy rozpocząć melanż przed Nowym Rokiem.

Jest jeszcze tego sporo, ale chyba trzeba powoli kończyć.

ŻYCIE BEZ KARNOZAURA – mimo wszystko po odejściu wielu legend z Zags na przestrzeni ostatnich lat, bez Przema Karnowskiego, ale z podniesionym czołem po przegranym Finale NCAA – Gonzaga Bulldogs nadal będą się trzymać. Mają wystarczające assety do tego, aby nadal bić się w WCC. Mają Rui Hachimurę, który dosłownie zabijał atletyzmem i skillem ludzi na FIBA U-19. Został Jonathan Williams III, jest Josh Perkins, do piątki wszedł Killian Tillie. Tylko, że Gonzaga niekoniecznie ma kogoś znaczącego na ławce. Karnzilla ma na Was oko.

JAK OGLĄDAĆ NCAA – nijak, znajdź czas po NBA na NCAA. Znajdziesz jak jesteś gimbusem/licealistą/studentem albo singlem/masz tylko dziewczynę lub chłopaka/masz psa/masz pracę, gdzie możesz się lekko spóźnić, nie musząc się skupiać, czytaj możesz się opierdalać.

Ja nie należę do żadnej z tych grup. Na jeden dzień w roku chciałbym. Startujemy dzisiaj. Szukajcie streamów, całych spotkań w on demand na YouTube lub kupcie sobie ESPN Player.

Widzimy się niebawem. Postaram się rzucić coś konkretnego wkrótce. Obiecałem. Chcę dotrzymać słowa przed tym drugim gościem w lustrze… (znowu pancze – szukaj).

5 KOMENTARZE

  1. Witam
    Panie Sebastianie, niezmiernie się ciesze z kolejnego artykułu, przeglądam Pana stronę codziennie, sprawdzając czy jest cos nowego.
    Zapowiada się wspaniała lektura na piątkowe popołudnie :).
    Nie ukrywam, że tematy przez Pana poruszane, czyli koszykówka akademicka , przyszłe drafty, jak i rozwój młodych zawodników w NBA, aktualnie interesują mnie najbardziej.
    Dla wielu to nisza, mnie to akurat interesuje(oczywiście w miarę wolnego czasu przy dwójce małych dzieci)
    Świetną „robotę”, którą Pan wykonuję, bardzo doceniam.

    BTW. Czy będę dziś również Pikle?
    Pozdrawiam
    Marcin Wątroba

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here