Śledziłem jego karierę z zaciśniętymi kciukami, po raz pierwszy widząc go na Mistrzostwach Polski do lat 16. Nie pamiętam nawet, który to był rok. 2008? 2009? Opary nalewki z kartonu wypełniały całą halę we Wrocławiu, a my – amatorzy rapu i koszykówki asfaltowej nie mogliśmy uwierzyć, że jakiś gimbus jest tak wielkim gościem. Jakby dwa razy w ciągu jednej przerwy chodził do sklepiku szkolnego. Ja chodziłem z cztery razy – ksywa Betonowy Bufet. Na stałe przygoda z Karnem rozpoczęła się na Mistrzostwach Europy do lat 18 w 2011 roku, kiedy razem z Maćkiem Kwiatkowskim we Wrocławiu opierdalaliśmy jeden z lepszych (oczywiście płatnych) cateringów w naszych życiach. To wtedy powstało Paryskie Getto Tomka Gielo, to wtedy Mateusz Ponitka był Bradleyem Bealem kadry Jerzego Szambelana i to wtedy ogromny chłopak z Torunia miał najlepszy bandwagon na trybunach.

Nieśmiało moja pseudo kariera dziennikarska miała szansę na jakiś tam rozwój, kiedy cały podjarany jakbym jechał na gapę jeden przystanek, mogłem zrobić swój pierwszy w miarę profesjonalny wywiad… właśnie z Karnem – o zgrozo – dla Wirutalnej Polski. Czasy, muzyka, bloki, skręty. Pamiętam, że cały hype na rekrutację Przemka nakręcał się z dnia na dzień, ESPN cytował Rafała Jucia pracującego wówczas (bodajże) dla portalu Eurohopes. Po wywiadzie wybrałem underground, jak Jimson, który teraz ma długie włosy i pozwala mi nagrywać ze sobą Pikle. Ale mniejsza o to. Sęk w tym, że jakiś cały ten hype nakręcił mnie na karierę Przemka Karnowskiego, a to nakręcenie rozpoczęło fajną znajomość ze szczerym i skromnym chłopakiem, który wyrwał do przodu za marzeniami. Pal sześć Mistrzostwa Świata i Europy, liczne zgrupowania kadr młodzieżowych, pal sześć sezon w Siarce Tarnobrzeg (pozdro!) – wtedy miała zacząć się poważna koszykówka.

Przebieg statystyczny kariery Przema w Gonzadze pewnie znacie. Googlujecie go podczas czytania tego akapitu. Po wpisaniu „Przemek Karnowski” macie piątą pozycję od góry – staty i game logi z ESPN. Same staty nie oddają jednak tego jak wielkie legacy zbudował sobie nasz rodak w małej mieścinie Spokane, która za swoich Bulldogs oddałaby na rzeź wszystkich mieszkańców – za wyjątkiem… graczy Bulldogs. Dlatego ten ostatni sezon Gonzagi okazał się tak wyjątkowy, a ja miałem ogromny zaszczyt i przyjemność trwać w tym naprawdę mocno. Od pierwszych minut Przemka we freshman year po ogromną rolę podczas ostatniego sezonu, który zakończył się grą w finale.

Przemek Karnowski jako pierwszy Polak w historii zagra w THE FINALE NCAA. Nie zdajemy sobie sprawy jak wielka jest to rzecz. Już pisałem o tym wcześniej, ale w Spokane Przemo zbudował swoje legacy, będąc w Top 2 – Top 3 najlepszych graczy w historii tego programu. To jeszcze większa rzecz…

Grając w różnych ustawieniach, z ławki, potem jako starter, przed poważną kontuzją i po niej – Przemek Karnowski zawsze dawał z siebie 110% mimo, że jakoś zawsze był wolniejszy, ale większy, że nie był atletyczny, ale sprytniejszy i dobrze wyszkolony technicznie. Jego rozwój wg niektórych się zatrzymał, widziano w nim tylko bumping game i półhaki, ale mało kto doceniał grę w defensywie, gdzie bez niego Bulldogs byli jak pies na baby bez pindolka. Tym bardziej to była czysta przyjemność oglądania Zags, szczególnie w Spokane, gdzie wokół wszystko płonęło, może za wyjątkiem Johna Stocktona, który od kilku lat ma tę samą mimikę twarzy – jakby ciągle czymś się martwił.

My jako fani głodni sukcesów świeżego zrzutu martwiliśmy się chyba tylko po groźniej kontuzji pleców, po której Przemek wrócił niczym wróbel, el wróbelson – szybciej, rześko, na wysokim locie. Dzisiaj martwimy się pewnie po raz drugi – czy nasz człowiek zostanie wybrany w tegorocznym Drafcie. Pieprzyć Draft – żaden GM nie odbierze mu sukcesów z NCAA, gdzie został najbardziej zwycięskim zawodnikiem w historii ligi, zgarniając po drodze nagrodę dla najlepszego centra sezonu. Dobrze – może nie do końca mamy pieprzyć Draft, ale możliwości oraz opcje wyjścia z danej sytuacji zawsze się pojawiają. O tym opowiada Przemek w poniższym wywiadzie, który zrobiliśmy trochę spontanicznie, ale cieszę się, że nam się udało.

Kariera Przemka w Gonzadze (w międzyczasie Tomka Gielo w Liberty i Ole Miss) pokazała, że nasza młodzież powinna wyjeżdżać w jak najlepsze warunki do rozwoju, a te głównie są dostępne w Stanach, co potwierdziła moja kochana kuzynka, na weselu której dane nam było gościć w ubiegły weekend – ludzie z Missouri, Michael Porter Jr. hype, nikt z nich nie umiał pić wódki, ale za to palili jointy jak małpa dynamit. Kuzynka jako była siatkarka Division II, potem jako trener małej szkoły średniej nie raz potwierdzała o fajnym zapleczu dla sportowców, a kropkę nad i postawił jej awans do trenowania pewnego uniwerku w Division II. Dlatego jeżeli będzie szansa, grono utalentowanych chłopaków powinno iść śladami Przemka, Tomka, wcześniej Ola Czyża, dzisiaj Dominika Olejniczaka, Maćka Bendera czy Kuby Nizioła – jeżeli macie zajawkę i możliwości, testujcie grę w NCAA na najwyższym szczeblu rozgrywek.

Foto: AP Photo

Dla Przemka jego start w Spokane był zajawką, szansą na rozwój, początkiem kariery pół-profesjonalisty, który teraz stanie przed ogromnym wyzwaniem – w końcu wejdzie w prawdziwe życie zawodowe. Wyrzeczeń będzie pewnie jeszcze więcej, intensywność musi wejść na wyższym poziom, bo to przecież koszykówka zawodowa, obojętnie na jakiej półkuli grana. M.in. dlatego fajnie, że jednak zesztosowaliśmy dla Was z Przemkiem ten szczery wywiad, okraszony wstępem może nie tyle co sławnego żula z Radomia, ale Ambasadora Cytrynówki, który kocha koszykówkę akademicką. Oprócz rzeczy stricte koszykarskich same rozmowy z Przemkiem były, są i mam nadzieję, że nadal będą jedną wielką przygodą.

Zacząłbym standardowo, ale Bogu dzięki sam sobie jestem tutaj Panem i nie pracuję dla żadnej czerstwej redakcji… Aloha!

Zaczynamy grubo, bo nostalgicznie. 5 lat spędzonych w Spokane, to chyba kawał życia… Przemek Karnowski się zmienił?

Był to dobry okres w moim życiu. Według mnie na pewno mogę powiedzieć, że się zmieniłem, dorosłem. 5 lat to duża część mojego dorosłego życia, ale kiedy będę tylko mógł pojawić się w Spokane, to będę to robił.  Z uśmiechem na ustach myślę o moim czasie spędzonym w Gonzadze.

Śledziłem Twoją karierę w ciągu tych wszystkich sezonów w Zags dokładnie, ale chciałbym poznać Twoje zdanie. Uważasz, że ewoluowałeś jako koszykarz na warunki amerykańskie?

Uważam, ze stałem się kompletniejszym zawodnikiem na boisku. Zmądrzałem i nabrałem ogrania, co dało mi granie na wysokim poziomie w każdym meczu. Wydaje mi się również, że bycie najstarszym zawodnikiem w drużynie pozwoliło mi ukształtować się jako dojrzalszy gracz.

Nie ukrywajmy, że ludzie związani z koszykówką amerykańską martwią się o Twoją wagę. Cenią umiejętności technicznie, ale marudzą przy kwestii atletyzmu. Kilogramy lecą w dół?

To nad tym byłem skupiony po sezonie NCAA. Byłem w Los Angeles, gdzie przygotowywałem się do treningów z drużynami NBA. Dużo czasu spędzaliśmy na siłowni i o tyle co kilka kilogramów poszło w dół, to zwiększyła się moja masa mięśniowa, co było moim głównym celem.

Zapytałem o Twój atletyzm, ponieważ widziałem niektóre drille z workoutów dla ekip NBA i zauważyłem, że wyciskano z Ciebie siódme poty. U kogo było najtrudniej?

Wszyscy gracze dają z siebie wszystko, starałem się pokazać na co mnie stać w czasie tych treningów i to, że mogę grać na najwyższym poziomie. O tyle co niektóre z tych ćwiczeń wykonywaliśmy w przygotowaniach, to o tyle nie wszystkie ćwiczenia można wcześniej zaplanować.

Mógłbyś pokrótce powiedzieć jak wyglądały workouty u poszczególnych ekip? Czy ktoś Cię zaskoczył czymś niespodziewanym?

Zacząłem na początku czerwca, kiedy poleciałem na mój pierwszy trening do Washington Wizards. Był to mój najdłuższy lot w czasie mojego podróżowania, samolot leciał niecałe 6 godzin. Wiadomo, że jako człowiek większy niż przeciętni pasażerowie nie mam tyle komfortu, dlatego przebywanie w samolocie dłużej niż 2-3 godziny jest wyzwaniem. Na szczęście na mojej drodze poznałem wiele osób, które miały tyle serca i politowania, żebym zawsze miał miejsce na nogi. Trening w Waszyngtonie był pierwszym treningiem podczas mojej podróży. Nie do końca byłem pewien czego się spodziewać i myślę, że trening w moim wykonaniu był ok.

Następnym przystankiem było Charlotte, tam już następnego dnia trenowałem z drużyną Hornets. Na moim drugim treningu pokazałem się z lepszej strony. Treningi podzielone są albo na samych wysokich albo na niskich graczy, gdzie dużo gra się 1 na 1 – lub jest sześciu zawodników gdzie w większości gra się 3 na 3.

Następnie udałem się do Orlando, to był mój pierwszy trening gdzie trenowałem tylko z samymi silnymi skrzydłowymi albo centrami. Było nas czterech, zaczęliśmy od kozłowania i podań, dużo graliśmy 1 na 1 z różnych pozycji, na koniec było dużo rzucania.

Z Orlando udałem się do Dallas, gdzie byłem pierwszy raz w życiu i naprawdę Teksas zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Trening w Dallas był dobry i podobny do treningu w Charlotte, ponownie dużo grania 3 na 3 na jednej połowie boiska.

Jeszcze tego samego dnia udałem się do Atlanty. Mój trening zaczynał się po około 18-tu godzinach od kiedy skończyłem trening w Dallas. Nie jest to moje narzekanie tylko pokazanie jak to wszystko wygląda od środka. Tempo jest intensywne. W Atlancie ponownie dużo rywalizacji, najpierw komory rzutowe, potem 1 na 1 i 3 na 3, na koniec do oddania 100 rzutów.

Z Atlanty od razu udałem się do Denver i tam mogłem chwilę odpocząć, ponieważ mój trening z Nuggets startował dopiero za dwa dni od czasu przylotu. W Denver trening odbywał się na bardzo dużej wysokości nad poziomem morza. Na początku można się zmęczyć, ale kiedy już przyzwyczaisz się do warunków to nie ma problemów z wysiłkiem. Z treningu w Denver byłem bardzo zadowolony, ponieważ mogłem pokazać na co jeszcze mnie stać oprócz tego co pokazałem w NCAA.

Moim ostatnim kierunkiem było Sacramento, gdzie temperatura w pewnym momencie sięgała 40-tu stopni Celsjusza. Hala w Sacramento to jedna z najnowszych aren wśród wszystkich głównych sportów w USA. Trening w Sacramento był intensywny, ale bardzo produktywny i zakończyłem moje indywidualnie treningi zadowolony.

Plecy wytrzymały?

Plecy wytrzymują! Plecy wytrzymywały przez cały sezon, nie było meczu żebym czuł jakiś dyskomfort czy ból. Mogę być tylko szczęśliwy, że tak szybko udało mi się wrócić do grania na wysokim poziomie po takiej poważnej operacji.

Po bardzo bogatej karierze w NCAA i najlepszym wyniku w historii Gonzagi zaczynasz nowe, już naprawdę poważne życie zawodowca. Wasserman Media Group i Greg Lawrence to był dobry wybór? Słyszałem, że z agentem macie naprawdę dobrą chemię między sobą.

Był to dla mnie najlepszy wybór. Wasserman Media Group to bardzo duża, szanowana na rynku agencja. Greg ma duże doświadczenie, szczególnie również z zagranicznymi zawodnikami, ponieważ reprezentuje moich dobrych kolegów jak Kelly Olynyk czy Domantas Sabonis. Mamy dobrą chemię i według mnie to jedna z najważniejszych rzeczy, kiedy mówi się o współpracy z agentem.

No i w tym punkcie muszę zapytać o to co wszyscy – Draft NBA już w czwartek (rozmawialiśmy w środę wieczorem). Jesteście dobrej myśli?

Trzeba być dobrej myśli. Miałem okazję pokazać się w tym sezonie na największej scenie koszykówki akademickiej. Byłem na siedmiu treningach w poszczególnych klubach, teraz trzeba trzymać kciuki. Tak naprawdę to Draft jest dopiero początkiem dostania się do NBA. Można potem pokazać swoje umiejętności podczas Ligi Letniej czy campów przedsezonowych z drużynami.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że będziesz walczył o NBA do końca, co oczywiście szanuję i zapraszam na cytrynową działeczkę. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy dla zawodników niepewnych wyboru w Drafcie (w drugiej rundzie – niegwarantowany kontrakt) droga przez Ligę Letnią i obozy nie jest czasem lepsza – tak jak wspominałeś? Przynajmniej nikt nie ma do Ciebie praw i możesz na spokojnie kierować swoim dalszym losem. Jak to wygląda praktycznie za Oceanem?

To będzie coś o czym będę musiał zdecydować w czasie Draftu. Jeżeli będzie taka sytuacja, że dostanę telefon i klub będzie chciał mnie wybrać pod koniec drugiej rundy, to będę musiał zdecydować czy będę chciał takie rozwiązanie, czy lepiej być nie wybranym w Drafcie i zostać wolnym agentem. Wtedy każda drużyna może mnie zaprosić do Ligi Letniej lub na camp przedsezonowy.

Nad czym obecnie pracuje Przemek Karnowski? Masz kilka dni wolnego przed samym Draftem, czy cały czas jesteś na pełnych obrotach?

Obecnie jestem w Spokane, gdzie znajduje się Gonzaga. Niestety nie mam czasu żeby przylecieć do Polski. Tutaj trenuję i przygotowuję się do Ligi Letniej, cały czas jestem na pełnych obrotach. Tak będą wyglądały te wakacje, dlatego za dużo wolnego czasu nie będzie, ale to jest to o co walczyłem i co chciałem osiągnąć przez całe moje życie, dlatego nie ma tutaj żadnego narzekania z mojej strony!

Pytam, ponieważ widziałem, że niedawno w Los Angeles odwiedziła Cię ekipa pod wyzwaniem, czyli Jarek Zyskowski i Daniel Szymkiewicz, o których sporo mi opowiadałeś w moich domowych kuluarach. Był czas na jakiś chillout?

Kiedy byłem w Los Angeles i przygotowywałem się do treningów to faktycznie „Szymek” z „Zyziem” przyjechali mnie odwiedzić.  Znamy się doskonale z kadr młodzieżowych, bo z każdym z nich spędziłem chociaż jedne całe wakacje w pokoju. Zawsze dobrze zobaczyć znajome twarze i mieliśmy okazję pojechać kilka razy na plażę po moich treningach. Ja większość dni spędzałem po kilka godzin z rana na sali, potem miałem przerwę do około 18-19 i znowu wracałem na salę trenować. Chłopaki dopiero co sami skończyli sezon, więc oni odpoczywali i mieli okazję zobaczyć Los Angeles jako turyści – Beverly Hills, Hollywood, Venice Beach. LA ma tego dużo do zaoferowania.

Oprócz chłopaków ktoś jeszcze Cię wspierał lub wspiera na miejscu? Rodzice w Toruniu, czy spodziewasz się odwiedzin?

Miałem okazję spotkać się z Marcinem Gortatem na obiedzie w LA i porozmawiać o tym jak wygląda cały proces treningów z drużynami. Rodzice wspierają mnie z Torunia, rozmawiamy na Skype. Dostaję dużo wiadomości w social mediach, więc tak –  wsparcia jest naprawdę dużo.

Ktoś z Europy o Ciebie pytał? Kevin Pangos poszedł mocno najpierw w EuroCup, a potem w Euroligę, więc pewnie wiesz jak to wygląda od środka mniej więcej. Jest tam kilka ekip, gdzie grają pod koszem ludzie od których nie odstawałeś poziomem w NCAA. Bierzesz taką opcję pod uwagę jako awaryjną mimo, że cel jest jasno określony?

Celem na tę chwilę jest NBA, ale oczywiście jak na wszystko w życiu trzeba mieć plan awaryjny. Może być tak, że następny sezon spędzę w Europie. Jednak  przede wszystkim skupiam się na pokazaniu moich umiejętności z jak najlepszej strony za Oceanem. Myślenie o Europie zostawiam na drugą część lata.

Kadra jest w planach? Wiem, że zrobisz wszystko, aby dotrzeć i wiem też, że walczysz tak naprawdę o swoją pracę, z której będziesz po prostu żył. Czas pozwoli na grę u Mike’a Taylora?

Jestem w stałym kontakcie w trenerem Taylorem i rozmawiamy o kadrze. Trener odwiedził mnie w Spokane w czasie sezonu i mieliśmy okazję porozmawiać o tym jak będzie wyglądało lato. Sam trener jak i Związek rozumieją, że jest to najważniejszy okres w mojej karierze, ale jeżeli tylko będę mógł, to pierwszy wsiadam w samochód do Wałbrzycha na pierwsze zgrupowanie.

Legendarną Mazdą 6?

Hahaha, tak! Legendarna Mazda 6 jeździ! Ma się dobrze.

Twoja przyszłość zaczyna nabierać fajnych kolorów. Czego mogę zatem Ci życzyć oprócz zdrowia i przyjazdu do mnie?

Jeżeli życzysz mi zdrowia, to o wszystko inne nie musisz się martwić. Można jedynie życzyć trochę szczęścia!

Życząc w takim razie szczęścia, dziękuję Ci za spontaniczną i szczerą rozmowę. Odpoczywaj Big Manie i do zobaczyska niebawem – obojętnie gdzie by to nie było.

Dzięki Seba! Miło było gościć na Hoopsach Hetmana i mam nadzieję, że nie będzie to mój ostatni raz.

***

I tyle go było widać. Draft 2017 będzie dla mnie podwójnie wyjątkowy. Po pierwsze – szykuje się naprawdę mocna noc z utalentowaną klasą i wymianami. Po drugie – jakby nie patrzeć, ktoś z grona znajomych, których lubię i szanuję nagle będzie miał szansę na grę w NBA. I obojętnie czy załapie się tam przez Draft, przez Ligę Letnią, ostatni przedsezonowy camp czy 10-dniowy kontrakt. Oby po prostu się udało.

Dawaj Przemo i nie zwalniaj.

Widzimy się kiedyś na działce…

13 KOMENTARZE

  1. Glosowałem na Przema ale nawet nie wiedziałem, że zgarnął tą nagrodę dla najlepszego centra. Graty i powodzenia dziś w nocy.

  2. Po pierwsze – dla Przemka wszystkiego, co dobre. Szczerze podziwiam i trzymam kciuki za realizację jego planów i zamierzeń (celowo nie piszę „marzeń:, bo on już dawno zdecydował o zmianie planów na działanie 🙂 ).
    Po drugie – „Dlatego jeżeli będzie szansa, grono utalentowanych chłopaków powinno iść śladami Przemka, Tomka, wcześniej Ola Czyża, dzisiaj Dominika Olejniczaka, Maćka Bendera czy Kuby Nizioła – jeżeli macie zajawkę i możliwości, testujcie grę w NCAA na najwyższym szczeblu rozgrywek.” Marzy mi się, aby ktoś napisał artykuł dla wszystkich młodziaków, którzy myślą, że jak będą grali w NBA, to wszyscy nauczą się dla nich języka polskiego (znam z wcale nieodległej historii 🙂 taki przypadek) o tym, jak ważna jest w kontekście gry w NCAA nauka. O tym, że przy naborze do NCAA trzeba okazać świadectwa począwszy od ostatniego z gimnazjum, o tym, że uczelnie wymagają egzaminów językowych i SAT- a, o tym, że załatwienie tych spraw wymaga czasu. No i o tym, że po skończeniu studiów na dobrym kierunku i równoległym rozwoju jako koszykarz można zostać człowiekiem „wszystkomającym” ;). Nieśmiało chciałabym wskazać najlepszego ambasadora takich historii – Tomka Gielo. Lektura obowiązkowa dla wszystkich wschodzących gwiazd i gwiazdeczek polskiego basketu :).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here